Czy październik to dobry moment, by odwiedzić Grecję? Uczestnicy warsztatów kulturowych, którzy w dniach 9–16 października 2026 roku wyruszyli na spotkanie z tym niezwykłym krajem, przekonali się, że zdecydowanie tak!
Nasza grecka przygoda rozpoczęła się na długo przed dotarciem do celu. Trasa wiodła przez Czechy, Słowację, Węgry, Serbię i Macedonię Północną. Zmieniające się za oknami autokaru krajobrazy, nocne przejazdy i kontrole graniczne w krajach, których wielu z nas wcześniej nigdy nie doświadczyło, były częścią tej podróży.
Naszą grecką wędrówkę rozpoczęliśmy od Meteorów – jednego z najbardziej niezwykłych miejsc w Grecji, gdzie na szczytach strzelistych, skalnych kolosów od wieków trwają prawosławne klasztory. Ich położenie robi ogromne wrażenie i trudno uwierzyć, jak przed wiekami mnisi dotarli na te niedostępne szczyty, by znaleźć tu ciszę i duchowe schronienie. Tym razem przywitały nas deszcz i gęste mgły, które raz odsłaniały, raz skrywały monumentalne skały, nadając całemu krajobrazowi tajemniczy, niemal mistyczny charakter.
W Atenach przenieśliśmy się w świat antycznych opowieści. Zwiedziliśmy Akropol i Agorę Rzymską, spacerowaliśmy po pełnej uroku Place, zaglądając do sklepików i restauracji. Obejrzeliśmy honorową zmianę warty przed parlamentem, a w królewskich ogrodach spotkaliśmy żółwie, które zdawały się zupełnie nie przejmować upływem czasu. Wizytę zakończyliśmy na Kalimarmaro – marmurowym stadionie, na którym odbyły się pierwsze nowożytne igrzyska olimpijskie w 1896 roku.
Na Skiathos, wyspie znanej z filmu Mamma Mia!, czekały na nas białe domki z niebieskimi okiennicami i morska przygoda. Było kołysanie na falach, były pyszne owoce morza, a na statku kapitana Costasa – tańce, śmiech i zabawa. Trudno o lepszy sposób na poznawanie greckiego temperamentu!
W Salonikach – mieście Aleksandra Wielkiego – odkryliśmy kolejne oblicze Grecji. Odwiedziliśmy imponującą cerkiew św. Dymitra, a potem ruszyliśmy na lokalny bazar, gdzie wśród gwaru sprzedawców kusiły zapachy przypraw i regionalnych przysmaków. Nie zabrakło też degustacji lokalnych tsoureki z kremem kasztanowym.
Każdego dnia wracaliśmy do naszej Leptokarii, gdzie wieczory miały własny rytm. Spacery brzegiem morza, długie rozmowy w gronie przyjaciół i koty wygrzewające się na słońcu pozwalały zapomnieć o pośpiechu. Towarzyszyły nam uśmiechy, życzliwe gesty i greckie kalimera, rozbrzmiewające od rana na ulicach, w sklepikach i tawernach. Dzięki tej serdeczności szybko poczuliśmy się jak u siebie.
Październik pokazał nam Grecję w wielu odsłonach: od śniegu na Olimpie, przez zamglone Meteory, aż po słoneczną, niemal wakacyjną plażę. Wyjechaliśmy bogatsi o nowe doświadczenia, wspólne wspomnienia i odrobinę greckiego siga siga – sztuki życia bez niepotrzebnego pośpiechu.
Efcharistó, Grecjo! Do zobaczenia!








